Dyskusja.

Informacje jakie warto przeczytać w mediach oraz artykuły przygotowane dla uczetników Kongresu.

Społeczni Opiekunowie Zabytków – umiejscowienie

dodano: 8-06-2015 komentarze (2)

Chciałbym w swoim wystąpieniu poruszyć ważną kwestię dla Społecznych Opiekunów Zabytków (SOZ), a mianowicie kwestię umiejscowienia tychże uprawnień. Jaka jest procedura ustanawiania, doskonale wiemy. Pytanie czy przepisy te są właściwie interpretowane?

Na swoim przykładzie wiem, że gdy po odebraniu z rak starosty decyzji o ustanowieniu mnie SOZ, w lokalnej prasie pojawił się artykuł pt.: „…został pierwszym społecznym opiekunów zabytków w powiecie”.

Przeglądając zasoby internetowe można zauważyć, że poszczególni starostowie (równorzędni), kreują w tej kwestii własne byty, czego najlepszym dowodem jest mnogość wzorów legitymacji wydawanych SOZ. Czy jest to właściwe podejście?

Chcąc wyjaśnić tą kwestię posłużę się przykładem prawa jazdy. Otóż ubiegając się o wydanie tego dokumentu należy wypełnić podobną procedurę jak podczas ubiegania się o uprawnienia SOZ.

Po pozytywnym zdaniu egzaminu w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, dokumenty kandydata przekazywane są do Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta (starostwa), który przesyła drogą elektroniczną dane kierowcy wraz z fotografią i podpisem do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych w Warszawie. Prawo jazdy odbiera się osobiście z dokumentem potwierdzającym tożsamość w Wydziale Komunikacji. Art. 10 ust. 1 Ustawy o kierujących pojazdami (t. j: Dz. U. z 2015 r., poz. 155 ze zm.), wraz z przepisami wykonawczymi stanowi, że prawo jazdy jest wydawane przez starostę, w drodze decyzji administracyjnej.

Czy wynika z tego, że pojazd można prowadzić jedynie na terenie danego powiatu? Oczywiście, że nie.

Tu kłania się interpretacja ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Najbliższe prace legislacyjne winne doprecyzować, że uprawnienie SOZ (w myśl ustawy) obowiązuje na terenie całego kraju. Wykaz osób którym nadano to uprawnienie powinien być prowadzony przez ministerstwo właściwe do spraw opieki nad zabytkami. Ono też winno dostarczać starostwom sformalizowane druki dokumentów dla SOZ. Jaki to koszt dla budżetu? Przyjmując, że w okresie roku starostowie wydają ok. 100 decyzji w tej sprawie, koszt wyprodukowania takiej liczby dokumentów potwierdzających zdobyte uprawnienia jest dla budżetu znikomy. Liczbę przyjąłem orientacyjnie. Sadzę, że fakt scedowania obowiązku prowadzenia ewidencji na starostów, skutecznie uniemożliwia podanie aktualnej liczby SOZ.

Liczę, że spostrzeżenie to spotka się z odpowiedzią przedstawicieli Ministerstwa podczas Kongresu.

 

Społeczny Opiekun Zabytków

Instruktor Opieki nad Zabytkami PTTK

Jacek TREICHEL

08.06.2015 r.

Komentarze

Twój komentarz zostanie opublikowany dopiero po zatwierdzeniu przez moderatora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Stefan Fuglewicz pisze:

    Z Ustawy nie wynika, by uprawnienia SOZ dotyczyły danego powiatu – napisano, że nadaje je starosta „właściwy dla miejsca zamieszkania”, nie wiążąc go z terenem działania. Co najwyżej może coś takiego sugerować zapis „współpracuje z konserwatorem i starostą”, ale wydaje się, że taki wniosek byłby nadinterpretacją.
    Dlatego może wystarczyć zmiana rozporządzenia, które ustanowi wzór legitymacji – bez zapisów, które możnaby odczytać jako przypisanie do powiatu. I doprecyzuje zasady współpracy, w tym – że SOZ w sprawie danego zabytku współpracuje z konserwatorem i starostą właściwym dla lokalizacji tego zabytku.

    Ważniejsze wydaje mi się określenie, jak ma wyglądać ta współpraca i co SOZ miałby robić.
    Osobiście uważam, że SOZ powinien być bezpośrednim wsparciem dla Konserwatora – robić to, czego WKZ nie da rady zrobić, bo ma za mało ludzi i piniędzy, a zarazem to, czego nie zrobi zwykły obywatel, bo nie ma wystarczającej wiedzy, doświadczenia i determinacji, ani większość organizacji pozarządowych – z podobnych powodów.
    Tak więc uprawnienia SOZ to po pierwsze taki certyfikat fachowości i rzetelności – konserwator wie, że informacja przesłana przez posiadającego je człowieka czy organizację jest wiarygodna.
    Po drugie – to człowiek, na którego sumienność można liczyć, przez co w jakimś stopniu odciąża konserwatora: monitoruje sytuację na danym terenie – stan zabytków, ale i możliwe zagrożenia czy działania samorządu, a na prośbę konserwatora jest gotów podjechać w dane miejsce, wykonać zdjęcia, przesłać fotkę i krótki raport.
    To jest logiczne, takiego wsparcia urzędom konserwatorskim najbardziej potrzeba.
    Ale to zarazem wskazuje na potrzebę skoncentrowania działania na niedużym rejonie, położonym niezbyt daleko od miejsca zamieszkania, żeby był go w stanie systematycznie monitorować, najlepiej na terenie jednego WKZ, bo to umożliwi ściślejszą współpracę. Jednego powiatu – niekoniecznie, ale to też miałoby swoje zalety (lepszy kontakt np. z powiatowym Wydziałem Architektury, PINB, Komendą Policji).
    Nie ogranicza to możliwości działania poza województwem, np. podczas urlopu – o zauważonych nieprawidłowościach może napisać do miejscowego konserwatora, a podpis z numerem legitymacji (dane konserwator może sprawdzić w bazie) będzie rękojmią, że jest to poważny sygnał, którego nie można zlekceważyć. Tak samo powinien zareagować urzędnik PINB, policjant… ale to tak szybko nie nadejdzie. I myślę, że to by wystarczyło.

    Następna sprawa – czy SOZ musi mieć większe uprawnienia. Można się zastanawiać nad czymś na wzór Strażnika Ochrony Przyrody, ale ja byłbym tu ostrożny. Od ścigania przestępstw i wykroczeń są odpowiednie organa, które zawsze można powiadomić, a w mniej drastycznych przypadkach SOZ, jako „pierwsza instancja”, powinien być kimś bardziej przyjaznym – używać argumentów, nie bloczka mandatowego. Przekonywać, edukować, radzić. Nie pomoże – telefon do odpowiednich służb. Zresztą, żeby legitymować i karać, potrzebna jest chyba osobna ustawa i to raczej nie przejdzie. A jeśli nawet, pewno trzeba by chodzić w mundurze – no to już na pewno mielibyśmy świetny kontakt z obywatelami…
    Jest jeszcze kwestia wchodzenia na posesje i do domów, co czasem jest potrzebne – ale właściciel i urzędnika może nie wpuścić, jak nie przyjdzie w asyście policji. A SOZ to jednak nie urzędnik i moim zdaniem uprawnienia powinien mieć mniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o wchodzenie do prywatnych obiektów. Myślę, że wystarczyłaby formułka w legitymacji: prosi się o okazanie pomocy i umożliwienie wykonywania dokumentacji fotograficznej na potrzeby służb konserwatorskich. Jeśli SOZ zostanie poproszony przez konserwatora o dokonanie oględzin konkretnych obiektów, albo uzgodni z nim, że w danym okresie wykona szczegółowy monitoring stanu obiektów w danym rejonie, dostanie zaświadczenie ważne od do, z prośbą o wpuszczenie, zgodę na fotografowanie itd. – jak przy zlecaniu wykonania karty ewidencyjnej. Jak właściciel nie wpuści – powstaje notatka i za kilka dni człowiek dostaje zawiadomienie o terminie kontroli z urzędu i sąsiedzi już wiedzą, że lepiej wpuścić.
    Tak więc – przy obecnych zapisach w ustawie też da się działać, tylko te rozporządzenie by się przydało, albo chociaż okólnik (bo ustawa nie odwołuje się niestety do rozporządzenia).

    Kolejna sprawa to doprecyzowanie form współpracy z WKZ/MKZ. To będzie skutecznie działać, jeśli powstanie cała sieć kompetentnych SOZ, z podziałem na strefy odpowiedzialności. Trzeba ujednolicić sposób raportowania przez SOZ i „zadaniowania” SOZ (formularze, schemat, format zdjęć, mail czy telefon), ustalić kontakty w urzędach (odrębna skrzynka, jedna osoba kontaktowa czy inspektorzy wg podziału terytorialnego).
    Równocześnie potrzebna jest współpraca z miejscowymi urzędami i służbami – tu też przydałaby się jakieś odgórne regulacje.
    Dalej – współpraca SOZ między sobą, z lokalnymi organizacjami i środowiskami. Wymiana doświadczeń, koordynacja i wzajemne wspieranie działań, „wspólny front” wobec instytucji samorządowych, prowadzenie działań edukacyjnych i innych przedsięwzięć.
    Być może przydałaby się jakaś struktura, przynajmniej na szczeblu powiatu – np. Koło SOZ, a może i sekcje w niektórych gminach, miejscowościach czy dzielnicach.

    Przy czym pewien jestem jednego – teraz okólnika z takimi ustaleniami napisać się nie da. W ogóle tego nie da się zrobić zza biurka. To trzeba wypracować w praktycznym działaniu.
    I można to zacząć robić od zaraz, bo wszystko, o czym powyżej pisałem, można robić bez zmiany istniejących przepisów. Słabsze będzie ich prawne umocowanie, ale skuteczność – tylko minimalnie.

    Pozdrawiam – Stefan Fuglewicz

  • Sam przeżyłem dyskusje, że ustanowiono mnie „Społecznym Opiekunem Zabytków w Łodzi” – Prezydent Miasta nie czuł się uprawniony do wydawania uprawnień na cała Polskę. Nie wspomnę o formie tej legitymacji: zalaminowany kartonik ze zdjęciem.
    W rozmowach z GKZ w obecności dyrektora D. Jankowskiego tłumaczono mi, że samorządy powinny sobie poradzić z wydawaniem legitymacji dla SOZ, jak w wielu innych przypadkach. Przykłady różnorodnych legitymacji z Polski nie przekonywały. A w Ustawie nie ma delegacji do wydania rozporządzenia określającego szczegółowo tryb i formę wydawanej legitymacji.
    Po kolejnej wizycie usłyszałem, że będzie wydany okólnik do WKZ-tów, z opisem jak postępować. Ale nic takiego nie zostało rozesłane.
    Dodatkowym zagadnieniem wymagającym wyjaśnienia jest sposób i zakres kontroli wiedzy u kandydata na SOZ. Każdy region robi wg własnych pomysłów.
    W. Kaczmarek